Artykuł sponsorowany
Jak ocenić, czy dokument energetyczny nie zafałszowuje obrazu szczecińskiego budynku

Właściciel nieruchomości otrzymuje gotowy dokument, który formalnie spełnia wszystkie ustawowe wymogi. Urzędowy format zawiera numer z centralnego rejestru, dane uprawnionego audytora oraz podstawowe wskaźniki zapotrzebowania na energię, takie jak EP, EK i EU. W praktyce często pojawia się wątpliwość, czy wpisane wartości faktycznie odpowiadają rzeczywistemu stanowi budynku, zwłaszcza gdy certyfikat ma stanowić element dokumentacji do wyceny rynkowej lub wniosku o kredyt hipoteczny. Znajomość mechanizmów wyliczania tych parametrów pozwala zweryfikować rzetelność audytu przed sfinalizowaniem transakcji.
Jak odróżnić poprawność formalną od merytorycznej?
Weryfikacja dokumentacji opiera się na wyraźnym oddzieleniu wymogów administracyjnych od technicznych parametrów obiektu. Poprawność formalna dotyczy wyłącznie zgodności wpisu z centralnym rejestrem oraz aktualności uprawnień osoby sporządzającej. Obejmuje to datę ważności i obecność audytora na oficjalnej liście Ministerstwa Rozwoju i Technologii. Z kolei poprawność merytoryczna oznacza pełną zgodność deklarowanych danych z faktycznymi wymiarami i wyposażeniem budynku. W codziennej praktyce rzeczoznawczej, prowadzonej przez biuro Tergo Wycena Nieruchomości Zbigniew Gołacki, regularnie okazuje się, że sama urzędowa rejestracja certyfikatu nie wyklucza poważnych pomyłek w obliczeniach.
Błędny metraż ogrzewanej powierzchni zmienia końcowy wskaźnik zapotrzebowania na energię pierwotną znacznie silniej niż drobne rozbieżności w opisie materiałów budowlanych. Powierzchnia stanowi główną oś wszystkich wyliczeń strat cieplnych. Wpisanie do formularza mniejszego metrażu, na przykład 100 metrów zamiast faktycznych 120, sztucznie zawyża wynik i przypisuje obiektowi lepszą klasę, niż wynika to ze stanu na gruncie. Niewłaściwe przypisanie lokalu do konkretnej kondygnacji wymusza z kolei błędne założenia dotyczące wentylacji i strat ciepła przez ściany przylegające do gruntu.
Jak specyfika zabudowy wpływa na wskaźniki energetyczne?
Lokalny rynek mieszkaniowy charakteryzuje się dużym zróżnicowaniem, co dobrze widać, analizując każde poprawnie wystawione świadectwo energetyczne w Szczecinie. Przedwojenne kamienice w centrum miasta wykazują zupełnie inne zapotrzebowanie na ciepło niż osiedla z wielkiej płyty z lat 70. Zgodnie z analizami branżowymi, publikowanymi między innymi przez serwis certyfikatomat.pl, nieocieplone kamienice osiągają jedne z najgorszych klas energetycznych ze względu na całkowity brak izolacji ścian i przestarzałą stolarkę. Budownictwo wielkopłytowe z epoki PRL wypada w tych zestawieniach nieznacznie lepiej. Dopiero pełna termomodernizacja pozwala obu typom obiektów na awans do wyższych, zielonych klas certyfikatu.
Nieprawidłowe opisanie przegród zewnętrznych i zatajenie starego typu instalacji grzewczych prowadzi do zbyt optymistycznych wniosków podczas oceny nieruchomości. Zastosowanie w obliczeniach korzystniejszych współczynników przenikania ciepła nienaturalnie obniża teoretyczne zapotrzebowanie obiektu. Podobny, wypaczający skutek przynosi całkowite pominięcie mostków termicznych lub wpisanie nowoczesnego rodzaju wentylacji w miejscu tradycyjnej kratki grawitacyjnej. Obiekt otrzymuje wtedy zawyżoną notę, co zniekształca obraz sytuacji przed podpisaniem aktu notarialnego.
Zestawienie parametrów technicznych certyfikatu z wpisami w księdze wieczystej, rzutem architektonicznym oraz naocznymi oględzynami pozwala wychwycić najważniejsze niespójności dokumentacji. Powierzchnia użytkowa wpisana do raportu musi precyzyjnie odpowiadać wymiarom z rejestru gruntów i budynków. Dokument uchodzi za ostatecznie wiarygodny dopiero wtedy, gdy część formalna zgadza się z systemem ministerialnym, a wizja lokalna potwierdza grubość murów, rodzaj okien i typ zastosowanego ogrzewania. Wykrycie rażących rozbieżności wymusza przeprowadzenie procedury naprawczej i sporządzenie nowej oceny przez uprawnionego specjalistę.



